poniedziałek, 1 kwietnia 2013
3.
Plakaty, płyty, koszulki - wszystkie te atrybuty można dostać na prawie każdej stronie oficjalnej muzyków, zespołów muzycznych, raperów etc. Faktycznie, moda na podziwianie i czasami wręcz fanatyczne uwielbianie swoich ulubionych muzyków jest prawie tak stara, jak stara jest historia muzyki, nie tylko tej popularnej. Oczywiście, jak wszystko, podziwianie artystów ewaluowało na przestrzeni wieków a ewolucja była spowodowana oczywiście rozwojem cywilizacyjnym. Na przykład, kiedyś o szacunku czy uwielbieniu dla artysty świadczył cały pokój obklejony jego plakatami. Teraz natomiast takim samym wyrazem jest milion like'ów na jego fanpage'u na facebooku. I nic w tym dziwnego, a wręcz jest to na prawdę fajna sprawa, kiedy fani mogą mieć praktycznie bezpośredni kontakt ze swoją ulubioną gwiazdą. I wszystko jest ok do momentu, kiedy bycie fanem zaczyna przeradzać się w bycie psychofanem czy fanatykiem. Na pewno każdy z Was słyszał o OGROMNYM WYDARZENIU KULTURALNYM jakim był koncert NAJLEPSZEGO ARTYSTY MŁODEGO POKOLENIA. Mowa tu oczywiście o Justinie Bieberze, którego to koncert przyciągnął tłumy nastolatek (i nie tylko) na łódzką Atlas Arenę. Trzeba przyznać, że chociaż chłopak ten ma wielu antyfanów, to posiadania dużej ilości fanów nie można mu zaprzeczyć. Na facebooku aż roi się od fanpage'ów, które momentami gloryfikują wręcz Justina "Najlepszą gwiazdę pop" Biebera. I tutaj nasuwa się pytanie - gdzie kończy się granica fanostwa, a gdzie zaczyna się fanatyzm? Tę granicę, z resztą, tak jak każdą inną, bardzo łatwo jest zatracić. Dlaczego postanowiłam o tym napisać? Otóż dzisiaj natknęłam się przez przypadek na pewien fanpage tegoż artysty (nie chcę robić tutaj żadnej reklamy, chociaż macie rację, o reklamie na tak niszowym blogu jak ten nie ma mowy). W każdym razie, jeden z postów na owej stronie mówił o "ciekawostkach na temat Justina". Była tam wzmianka o tym, że artysta ten chciałby być z dziewczyną w pewnych przedziałach wiekowych. Reakcja fanek była taka, jakiej się spodziewałam: "O BOŻE. JESTEM Z NIE TEGO ROCZNIKA, NIEEEEEEE! :(" I faktycznie, może niektóre posty były dodane z czystej przekory, jednak jestem pewna, że część z tych osób na prawdę przejęła się tym, co przeczytała. I tutaj właśnie zaczynają się schody. W tym momencie, przynajmniej w mojej ocenie, powinniśmy zacząć być zaalarmowani nie tylko wyborem informacji, jednak bardziej tym, za kogo uważa się artystów dzisiaj. Przystojni muzycy faktycznie, nie od dziś są obiektem pożądania kobiet, artystki były zawsze kochane przez mężczyzn, ale czy aż do takiej przesady? I jeszcze jedno: czym jest spowodowane to zjawisko? Według mnie duży wpływ na jego powszechność ma rosnący popyt na gazety dla nastolatek, w których to artyści wpływowi na scenie muzycznej obecnie są pokazywani jako bogowie i wzory do naśladowania. Ale czy tak na prawdę jest? To zostawiam Waszej ocenie i Waszemu podejściu do sprawy. Może i ja powinnam zacząć lamentować nad tym, że urodziłam się rok za późno i nie mieszczę się w kryteriach, aby móc być wybranką serca Justina Biebera?
Subskrybuj:
Posty (Atom)